Nauki przedmałżeńskie – koszmar czy fajne doświadczenie?

Choć od ponad 2 lat jestem szczęśliwą mężatką  (mamy za sobą ślub cywilny) to jesteśmy w trakcie przygotowywania naszego ślubu kościelnego.
Pomimo
tego, że ksiądz w naszej rodzinnej parafii był zdecydowany dać nam ślub
bez tytułowych nauk przedmałżeńskich (uznał, że 2 letni staż małżeński jest dla nas wystarczającym
sprawdzianem z małżeństwa),
pomimo
różnorakich opinii na temat praktyki nauk przedmałżeńskich, zarówno
tych „gdzieś” zasłyszanych, jak i tych od naszych bliskich znajomych,
zdecydowaliśmy się wziąć w nich udział. Wybór padł na zajęcia weekendowe
zwane Kursem dla Narzeczonych:
Czas trwania: 2 dni: piątek 18.30 – 21:15, sobota 9.00 – 14.30
Miejsce: Klasztor Sióstr Służebniczek w Gdyni na Oksywiu, ul. Dickmana 13
Prowadzący: Agnieszka i Irek
Nauki nie sprostały naszym oczekiwaniom, one zdecydowanie je przerosły!
Był to fantastycznie spędzony czas, podczas którego omówiliśmy kilka ważnych dla każdego związku tematów, a każdy z nich składał się z 3 części:
1.      teoretycznej – wykład księdza (każdy temat miał innego eksperta, każdego świetnego)
2.      teoretyczno-praktycznej – opowieści małżeństwa na zadany temat
3.      praktycznej – ćwiczenia w parach
Jaki mam dla Was wniosek?
Zanim zdecydujecie się na wybór tych konkretnych spotkań, a nie innych – zasięgnijcie języka, opinii. 
Nie
wątpię bowiem, że wielu z naszych znajomych słusznie nie wspiera idei
brania udziału w naukach przedmałżeńskich, a swój czas spędzony na nich
uważa za zmarnowany. Dzisiaj wiem, że po prostu źle trafili, a
moje doświadczenie jest dowodem na to, że można trafić lepiej, niż się
tego spodziewa.
Odbyte
przez nas nauki polecamy wszystkim narzeczonym. Spędzicie 2 dni na
myśleniu tylko o sobie, Waszych relacjach, uczuciach, będziecie mieli
okazję i sposobność uporządkować wiele spraw, takich, nad którymi być
może nigdy wcześniej się nie zastanawialiście, a także takich, o których
nie zdawaliście sobie sprawy, jakie są ważne, a może wstydziliście się
poruszyć ten temat.
Myślę, że podobne spotkania (pozbawione tej części dotyczącej wiary) z powodzeniem mogłyby być organizowane także dla tych chętnych par, które biorą ślub cywilny.
A jakie są Wasze oczekiwania od nauk przedmałżeńskich? A może już jesteście „po” i chcecie się wymienić doświadczeniem?
Share

  • Ja też swoje bardzo dobrze wspominam.
    6 sobót, po 3 godziny, praca w parach, technika warsztatowa… A to było 4 lata temu u oo. Jezuitów w Toruniu.
    Wprawdzie nie było świadectw, ani ekspertów ale to był czas tylko dla nas. Mogliśmy porozmawiać o swoich priorytetach, planach, marzeniach, o rzeczach o których człowiek by nawet nie pomyślal ze warto porozmawiać 🙂

  • k.

    Ja swoje bardzo źle wspominam. 8 sobót po 2 godziny, monolog księdza np. że nie należy posiadać w domu telewizora przez pierwsze dwa lata małżeństwa???? wykład zaproszonego pana na temat owulacji :/ . Jednej soboty zamiast proboszcza pojawił się wikary, który z góry założył, że przyszliśmy tam po papierek 🙁 smutne ale prawdziwe.

Od kiedy tylko pamiętam miłość i śluby są moją pasją, którą dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić. Na co dzień mam to szczęście, że moje hobby jest także moją pracą (a może na odwrót?), prowadzę bowiem Wytwórnię Ślubów i PobieramySię.