Ślubny Babylon – Recenzja

Jeśli podobały Wam się poprzednie książki z tej serii, np. Hotel Babylon, Air Babylon czy Fashion Babylon autorki Imogen Edwards-Jones, za każdym razem w duecie z anonimowym ekspertem danej branży, nikt nie musi Was przekonywać do przeczytania kolejnej.
Ślubny Babilon to pierwsza książka z tej serii, która trafiła w moje ręce, dodam, że bardzo wyczekiwana.
Ślubny Babilon już na wstępie zaprasza nas do przeżycia tygodnia u boku wedding plannera, w tym wypadku 50-letniego konsultanta ślubnego, który ze szczegółami zdradza nam sekrety swojej pracy.
Już na wstępnie jest ciekawie, gdy koordynator wesela budzi się u boku… druhny!
Książka na pewno jest lekka i przyjemna, z dużą ilością humoru, idealna na letni wieczór czy dzień na plaży. Z pewnością można dowiedzieć się z niej, jak ciężka i odpowiedzialna jest praca Konsultanta Ślubnego, a także o tym, że nigdy nie można wszystkiego zaplanować, a „gaszenie pożarów” to codzienność w tym zawodzie. Dodatkowo pokazuje, jak wielozadaniowa i kompleksowa jest to praca, pomimo tego, że nie wszystkie zadania są ujęte w cenniku. Lekturę uważam za konieczną dla każdej osoby, która marzy o tym zawodzie, gdyż idealnie pokazuje do ilu wyrzeczeń zmusza ten zawód.
Czytając książkę poznacie także rynek ślubny, trendy ostatnich lat i tendencje, w których zmierza, a także pewnie zdacie sobie sprawę z ogromnych różnic pomiędzy rynkiem polskim a angielskim.
Nie tylko w finansach, jakie jesteśmy skłonni na wesele przeznaczyć, ale przede wszystkim w dostępności produktów i usług – czy wiecie, że w Polsce praktycznie niemożliwe jest wypożyczenie kolorowych obrusów, gdy Ślubny Babilon rozpisuje się o ogromnych wypożyczalniach, w których możecie wybierać spośród setek wzorów i kolorów? Marzenie każdego Konsultanta 🙂
Jako Wedding Planner chcę jednak zwrócić uwagę na fakt, że podczas całej lektury niesamowicie przeszkadzało mi podejście jej bohaterów do pracy – o ile nie mam problemu z uwierzeniem w to, że wszystkie opisane w tej książce sytuacje wydarzyły się na prawdę – ba! nawet mogłabym dodać kilka swoich pikantnych opowieści, jako osobę nastawioną do swojego zawodu z pasją i miłością, a także z ogromną wdzięcznością losowi za to, że mogę robić w życiu to co kocham, niesamowicie denerwowało mnie podejście głównych bohaterów do Klientów. Z drugiej strony jednak nie jest to pewnie cecha narodowa, ale osobowościowa, gdyż na każdym rynku i w każdej branży możemy spotkać ludzi działających z pasji oraz tych drugich.
Nie mniej polecam książkę wszystkim osobom związanym lub chcącym związać się z branżą ślubną, a także wszystkim, którzy są już po ślubie – na pewno jeszcze bardziej docenicie Swój Dzień jak zdacie sobie sprawę, ile nie zawsze śmiesznych wpadek udało się Wam uniknąć.
Anonimowy
Ja również miałam przyjemność zapoznania się z tą publikacją i mam podobne zdanie do Twojego. Oczywiście polski rynek ślubny znacznie różni się od angielskiego to nie tylko dostępnością towarów i usług, ale przede wszystkim wiele pozostawia do życzenia obsługa klienta… Często zastanawiam sie z czego to wynika i trudno jest mi dojść do sedna sprawy, jednak przede wszystkim skupiam się wokół polskiej mentalności oraz niezadowolenia ze wszystkiego, co nas otacza i spotyka, a to przekłada sie niestety na kontakt z klientem.
Wracając do Slubnego Babilonu, to przede wszystkim pomimo bardzo humorystycznego podejścia do tematu nie podobało mi się bardzo komercyjne podejście bohaterów Babilonu do zawodu konsultanta ślubnego. Nie wyobrażam sobie włanie w ten sam sposób podchodzić do naszych klientów, każdy bowiem jest dla nas równo ważny i próbujemy wykonać powieżone nam zadanie jak najlepiej. Nie ma dla nas znaczenia zarówno wygląd Pary Młodej, jak i zasobność ich portfela. Liczy się, aby Ten Wielki Dzień był dla Nich rzeczywiście wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju.
Polecam tą publikację przede wszystkim przyszłym tym, którzy rozważają dołączenie do grona konsultantów ślubnych, aby zdali sobie sprawę z tego, czy nadają sie do tego zawodu, gdyż książka świetnie opisuje zarówno jego cienie, jak i blaski 🙂