Pewnego marcowego dnia pojechaliśmy na drugi koniec Polski, aby zobaczyć obiekt, który miał być miejscem na ślub i weekendowy odpoczynek wszystkich gości weselnych.

Wiosna stawiała nieśmiałe kroki, przyroda powoli budziła się do życia, w Gdyni kilka dni wcześniej był jeszcze śnieg. Jednak z każdym przejechanym kilometrem okolica zachwycała coraz bardziej. To był mój pierwszy raz na Mazurach, a że uwielbiam spędzać wolny czas w miejscach z dala od miejskiego pędu, byłam zachwycona tym co mijamy.

Zbliżając się do obiektu, nasz optymizm trochę gasł, włączyła się czerwona lampka, ponieważ jechaliśmy ubitą, piaszczystą drogą przez las. Wiecie, to takie uczucie, kiedy jedziecie w nieznane miejsce, nawigacja każe Wam skręcać w jakąś podejrzaną drogę, a intuicja podpowiada Wam „nie rób tego”. 😉
Ale dojechaliśmy i to co zobaczyliśmy, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Widok na jezioro był niesamowity, a ilość zieleni wokół robiła ogromne wrażenie.
Czerwcowa, słoneczna pogoda w dniu ślubu była po prostu wymarzona.

Przejechali setki kilometrów by spędzić ten cudowny weekend w pięknym miejscu. To był kameralny ślub w kościele i przyjęcie na tarasie pod światełkami z żarówkowej girlandy.
Nie było orkiestry czy barmana, była za to najbliższa rodzina, piesek, dużo miłości i szczęścia. Wszystko to na czym im zależało najbardziej.

Marzenie o idealnym ślubie i weselu się spełniło. 🙂

Zdjęcia: Kamil Błaszczyk